Herbaciane szkolenie na Wzgórzu Zamkowym

Generalnie jest tak, że ludzie przepracowujący klasyczny tydzień pracy z utęsknieniem wyczekują weekendu celem odpoczynku, czy też spędzenia czasu robiąc to na co nie ma zbytnio możliwości w trakcie tygodnia. Dla nas tym razem było nieco inaczej, bowiem troje z nas – Przemek, Agnieszka i Damian, z zaciekawieniem wyczekiwało soboty i niedzieli z powodu szkolenia w zakresie herbat w pobliskiej cieszyńskiej herbaciarni Laja mieszczącej się w piwnicach na Wzgórzu Zamkowym. Owa herbaciarnia jest elementem szeroko pojętej Fundacji Laja, która realizuje wiele projektów i programów, współfinansowanych przez Unię Europejska, a w lipcu każdego roku organizuje w Cieszynie polskim i czeskim barwne wydarzenie jakim jest „Święto Herbaty/Svátek čaje„. Szkolenie, w którym mieliśmy przyjemność uczestniczyć jest pierwszym z planowanych kilku szkoleń stąd też jego nazwa – „Pierwszy krok do świata herbaty”. Podczas pierwszego dnia sympatyczni i pełni pozytywnej energii prowadzący Konrad i Michał wprowadzili nas do tematu mówiąc o tym czym w ogóle jest herbata jako roślina, jak i jako napój, przywiązując uwagę do tego, że herbata jest na świecie ważnym elementem kultury i świetnym pretekstem do spotkań, rozmów i tworzenia relacji. Został nam nakreślony podział herbat, z opisem specyfiki poszczególnych rodzajów, dowiedzieliśmy się też sporo na temat całej ceremonii parzenia herbat i sposobów jej przygotowania. Na naszym szkoleniu skupiliśmy się na ceremonii parzenia Gong-Fu Cha (lub Kung-Fu Cha), która polega na zaparzaniu herbaty z wykorzystaniem specjalnego ceremonialnego zestawu, oryginalnie składającego się z 24 elementów.

W czasie tego rytuału zasiadaliśmy wokół wielkiej drewnianej tacy, na której głównym elementem było Cha Pan, czyli specjalne naczynie z dziurkami, do którego zlewa się np. wodę, która służyła wyłącznie do rozgrzania czarek, z których pije się napar. Na owym naczyniu w okręgu układane były właśnie czarki, czyli po prostu małe miseczki, a wewnątrz tego kręgu był drugi okrąg z „czuchatek” (prowadzący przyjęli sympatyczną czeską nomenklaturę). Czuchatki w wolnym tłumaczeniu oznaczają „niuchaczki”, służące do wąchania i oceniania zapachu naparu i tak po uprzednim zaparzeniu suszu herbaty zgodnie z właściwą gramaturą, temperaturą i czasem dla danego rodzaju herbaty, napar nalewany był właśnie do czuchatek, czyli wysokich podłużnych naczynek, które następnie przykrywało się czarkami, tworząc jakby „grzybka” (noga i kapelusz). Następnie takiego „grzybka” obracaliśmy szybkim ruchem, by podnieść czuchatkę i powąchania jakie aromaty niesie napar, zaś sam napar zlał się do czarki, z której następnie go wypijaliśmy. Cały ten zestaw nazywany jest „Morzem herbaty„. Ideą metody Gong-Fu Cha jest właśnie delektowanie się naparem, przebywanie w towarzystwie, rozmowa, swego rodzaju zatrzymanie się w czasie na „tu i teraz”, a nie brzydko mówiąc „opicie” się herbata do syta, czy ugaszenie pragnienia. W zależności od herbaty robiliśmy jeden lub dwa napary, bo trzeba o tym pamiętać, że z większości herbat można zrobić kilka naparów, a nie wyrzucać susz po pierwszym zalaniu, ponieważ często drugi lub trzeci napar jest bardziej aromatyczny. Tego typu wspólne ceremonie przeplataliśmy zaparzaniem herbat przez samych siebie – każdy uczestnik szkolenia dostawał swój własny zestaw – dzbanek do zlewania wody, czarkę, kubeczek z pokryweczką do zaparzania i porcję herbaty. Dzięki temu sami mogliśmy parzyć herbaty, oceniać ich walory i sprawdzać różnice między sposobami parzenia np. biorąc pod uwagę długość parzenia. W czasie takich części praktycznych mogliśmy poznać pewne szczegóły i „sztuczki” jak np wrzucanie suszu przed zaparzeniem do rozgrzanego kubeczka, dzięki czemu ciepło w jego wnętrzu i para wodna pozwala herbacie się „otworzyć” i wstępnie uwolnić część aromatów.

Na pierwszą degustację ceremonię parzenia Michał i Konrad zaproponowali nam iście cesarską zieloną herbatę japońską Long Ching. Ma ona charakterystyczne spłaszczone listki, wyglądające jak małe pocięte, podłużne kawałki blaszki. Jej smak był bardzo subtelny, dominowały w nim aromaty słomiano-trawiaste, po jej wypiciu dało się odczuć przyjemne orzeźwienie. Następnie zaparzyliśmy dla porównania chińską klasyczną Senchę. W tym przypadku dało się na finiszu wyczuć nieco bardziej słodki, owocowy aromat, z nutką jaśminu. Po „zielonej” części nastąpiła krótka przerwa na przekąski i uzupełnienie płynów, ponieważ picie herbaty nawet w takich małych ilościach prowadzi do odwodnienia i pobudzenia organizmu. Kolejna część obejmowała herbaty czarne z Chin, Wietnamu i…..Gruzji. Ta ostatnia – herbata czarna Ramiz, stała się niejako odkryciem ubiegłego roku. W jej smaku dominowała naturalna słodycz i nuty owoców, głównie dlatego, że ta herbata pochodzi z niewielkiej plantacji w starym sadzie, a w niedalekiej okolicy są uprawy winogron. Na koniec szampan wśród herbat – Darjeeling z bardzo wczesnego zbioru, niesamowicie przyjemny i łagodny jak na czarną herbatę, aromat bardziej zbliżony do herbat zielonych.

Drugiego dnia rozpoczęliśmy od teorii na temat tzw. utensyliów herbacianych, czyli prościej mówiąc ceramiki, zaparzaczy, czajniczków i naczyń. Poznaliśmy różnice między parzeniem w czajniczkach ceramicznych a np. glinianych, które są przystosowane do parzenia głównie jednego rodzaju herbaty, gdyż glina ma strukturę porowata i czajniczek „nasiąka” aromatami herbaty. Z kolei herbaty zielone zaparza się głównie w ceramice szkliwionej w środku. Poznaliśmy pewną systematykę podawania naparów i tak np. herbaty zielone należy parzyć i podawać w białej ceramice, aby uwydatnić kolor naparu. Na początek części warsztatowej zajęliśmy się zaparzaniem oolongów. Dowiedzieliśmy się, że oolongi zwane także herbatami turkusowymi, dzielą się również na białe, zielone i czarne. Wynika to głównie ze stopnia fermentacji i długości tego procesu, im krótszy tym herbata ma delikatniejszy smak. Oolongi można dodatkowo prażyć w celu przedłużenia, lub odświeżenia ich walorów. Podczas naszych degustacji największe wrażenie zrobił zielony oolong zwany z angielskiego Oriental Beauty. Herbata ta miała początkowo mocny cierpki smak, szybko przechodzący w owocowo-kwiatowy aromat i przyjemność słodycz pozostającą na języku. Napar miał bardzo rozgrzewający charakter. Po oolongach dla pewnego przerwania „pobudzania się” nastąpił akcent wyciszenia za sprawą herbat białych i m.in. jednej z najbardziej znanych na świecie – Pai Mu Tan. Nastepnie przeszlismy do herbat typu Pu-Erh, z których, bardzo pozytywne wrażenie zostawiła na nas herbata Yue Guang Bai, czyli Księżycowy Pu-Erh, nazwa bierze się stąd, iż jest ona suszona w trakcie nocy w świetle księżyca. Generalnie pu-erhy mają wyrazisty, mocny charakter, jednak, nie zawsze smak jest równie „ciężki” jak zapach, tak było w przypadku wyżej wymienionej herbaty. Dodatkowo obaliliśmy mit, a właściwie dziwną tendencję nazywania w Polsce herbat pu-erh herbatami czerwonymi. Są to dwa zupełnie inne rodzaje. Na koniec spróbowaliśmy naparów honeybush i argentyńskiej yerba mate, jednak tego tematu nie zgłębialiśmy jakoś szczegółowo, bo trzeba pamiętać, że są to susze z roślin, które nie są gatunkowo Camelią sinensis, czyli herbatą. Po krótkim podsumowaniu tego co wydarzyło się w czasie tych dwóch dni, każdy z nas otrzymał certyfikat i zaproszenie na kolejne szkolenia, które oczywiście chętnie przyjęliśmy.

Dodaj komentarz